Opublikowano 2 komentarze

II rowerowy rajd do Marszewa

Certyfikacja, audyt, kontrola – przyznacie, że te fachowe określenia nie kojarzą się z niczym dobrym. A jednak w wydaniu naszej kooperatywy na długo i to zdecydowanie w miły sposób zapadną nam w pamięci. Kooperatywa opiera swoją działalność na zaufaniu do dostawców, a jak lepiej zbudować to zaufanie jeśli nie poprzez bezpośrednią znajomość, pomoc w codziennych obowiązkach i pracę w ziemi. Dlatego postanowilismy wybrać się rowerami na wieś do Marszewa.

Niekończąca się podróż

Było chłodne i wietrzne popołudnie. Co chwila również delikatnie siąpiło, a jednak dla Eli, Andrzeja i Łukasza nie stanowiło to większego problemu. Ruszyli z parku Sołackiego zieloną trasą jezior poznańskich – wpierw Rusałka, następnie Strzeszyn i Kierskie. Kierując się na Marszewo nieco nadrobili trasy, jednak widoki były tego warte. Szybko przemknęli przez Przeźmierowo i znów skierowali swoje (po)ślady południowym brzegiem jeziora Lusowskiego. Dalej były już tylko pola i lasy.

Czym bliżej Marszewa tym jazda stawała się wolniejsza. To wina halucynacji jakie przeżywał Andrzej. Co chwila przed oczami jego, pojawiała się fatamorgana, której bohaterką była machająca z krużganka Kasia.

Co za ludzie? Dużo hałasu robili, a mi się spać chciało niemożebnie. Byłam zmęczona po całym dniu intensywnego poruszenia. To o nich tyle zachodu? Z Jurkiem już nie szło dzisiaj wytrzymać. Jedni przyjechali na cichaczach. Ahh, ale bym sobie za nimi pobiegała. Tak jak za dawnych szczeniackich czasów. Czego się dziwicie? To moja rasa tak naprawdę odkryła radość z biegania, którą sobie później ludzioki przywłaszczyli. Ci drudzy, przyjechali właściwie jako piersi [Przestań Sonia, wiem że nie możesz się skupić po dzisiejszej przygodzie z miąskiem ale już się proszę opanuj]

Dobrze, a więc, na czym to ja skończyłam? Ano tak, oczywiście nie chodzi o piersi tylko o pierwsi. W każdym bądź razie Ci drudzy, przyjechali właściwie samochlorami. To się ciągle o nich słyszy, bo chlejo to paliwo lytrami.

Wieczorne ognisko i poranne prace

Zmęczonych, ale ogromnie dumnych przywitano na miejscu z otwartymi rękami i wspaniałą, złożoną z płodów gospodarstwa, kolacją – ziemniaczki i jabłka z grilla oraz świeży krowi i kozi ser skutecznie nasyciły zgłodniałych wędrowców. Ognisko rozpalili inni przybysze, samochodowi – Krystian wraz z synkiem i Marian.

Świeże powietrze, słońce i oczywiście kogut obudziły nas z samego rana. Wpierw pomagaliśmy przy pieleniu i podlewaniu gnojówką z pokrzywy, następnie zbieraliśmy kwiaty lipy. Piękna, słoneczna przyciągnęła kolejnych przyjezdnych – Ania i Ela, Justyna i Radek oraz Zbigniew z koleżankami przyjechali dowiedzieć się m.in. jak został zbudowany dom z gliny i słony ze zduńskim piecem, który rok temu, w czasie warsztatów był stawiany, jak się doi kozy i wiele innych.

Dojenie kóz

To dojenie kóz, to jakaś farsa była. Sama w życiu nie doiłam, a gdzież tam. Moje łapki za delikatne są na takie tam. Ale wiem, że mam to we krwi. Już mój pra, pra, pra, pra, pra (dużo ich jeszcze?), pradziad albo raczej pies Konstanty z rodziny Witkowskich to on przechodząc przez linię wroga podczas drugiej wojny światowej (czyli taka walka o miedzę), niejednokrotnie ratował swoje życie korzystając z dobroci okolicznych krów i kóz. Warunek był taki, że sam musiał obsłużyć wymiona.

Dowiedzieliśmy się również, że Zbyszek wraz z Kasią planują pozyskiwać włókna konopne i potrzebują do tego celu międlarkę – poszukiwania trwają.

 

Także jakby ktoś coś to proszę infeczko do Soni.

W nocy spać nie mogłam to przyszłam do ogniska, a tam impreza na całego ze śpiewami. Właściwie to ja też tak mam jak się sfermentowanych jarzyn nawcinam. Wtedy śpiewam lepiej niż Bejon C na zlocie ciuchciów w Zbąszynku. Serio!

Ej to dobre jest:

Sfingiel for de Flaks,

Sfingiel for de Flaks,

How how how how how how how

Sfingiel for de Flaks*.

Mniam z flaczkami mi się kojarzy ten tekst [tu oblizała sobie ryjek]

Poranne ćwiczenia i powrót

Następnego dnia od rana Andrzej poprowadził ćwiczenia Rytuału Tybetańskiego. Dzięki temu, w nasze ciała wstąpiła nowa energia i droga powrotna była znacznie szybsza i krótsza. Tym razem przez całą trasę świeciło słońce, a dopiero w Poznaniu dopadły nas chmury.

 

Od nośnie tych ryt co tam narrator pisze. Ten ćwiczy ryty co ma łeb zry… (…wam sobie malinki, fiu fiu fiu). Żartuję!

Co powiem na ten temat? Ano dziwię się Jurkowi, że dał się wciągnąć w te głupstwa, które sobie kooperatywnioki wymyślili. Wszyscy udają pawiana, że hej. Już miałam dzwonić po ambulans, kiedy uświadomiłam, że i tak nie zrozumieliby mnie na dyżurce.

Śmiesznie się kręcili w kółko. Ja też tak mam, jak pchły na łogonek mi czasami wlezą. Hehe! Końcówka świrowania? Cudowna! Naprawdę cudeńko! Pies głową w dół i pies w głową w górę. To coś dla mnie. Zabawni są!

Marszewskie gospodarstwo

Gospodarstwo Kasi i Zbyszka Ściany jest prowadzone zgodnie z wszelkimi zasadami ekologicznego gospodarstwa choć właściciele nigdy się nie starali i nie są zainteresowani pozyskaniem certyfikatu.

Sukcesywnie pogłębiają swoją wiedzę na temat upraw zgodnych z naturą, również poprzez zagraniczne wyjazdy oraz współpracę z czołowymi działaczami w Polsce na rzecz zachowania polskiej wsi (np. ICPPC).

Są również gospodarstwem, z którym kooperatywa współpracuje najdłużej – to już ponad 5. lat!

Z pewnością będziemy ich odwiedzali częściej!

Marszewska Sonia

Przepraszam, ale się nie przedstawiłam. Nazywam się Marszewska Sonia. Nie zdradzę Wam skąd jestem. W każdym bądź razie pojawiłam się tutaj, bo shakowałam (wyraz zaczerpnięty z rzeźni) neta i włamałam się na bloga kooperatywnioków. Fajni są oni, tacy śmieszni trochę i dużo klawej energii mają.

Ta szfama co całą zimę na niej spałam to ten jeden z nich sobie na cichobiegu zamontował żeby nie miał żadnych śladków na pośladków, a w mowie zwierząt oznacza to tyle żeby go dupsko najzwyczajniej w świecie nie bolało. Upsss ta moja kobieca bezpośredniość.

Obiecuję hakować częściej. Już niedługo prześlę Wam część mojego nagrania zatytułowanego Sfingiel for de Flaks. Mniammm! Znowu te flaczki!

* oryginalnie z angielskiego Swingle for the flax (międlarka do lnu)

 

 

Zbiórka

Rozpoczęliśmy zbiórkę na rzecz Marszewa z uwagi na duże zniszczenia poniesione w trakcie burz.

2 komentarze do: “II rowerowy rajd do Marszewa

  1. […] poczynaniach Soni możesz dowiedzieć się m.in. ze strony Poznańskiej Kooperatywy oraz ze zrzutki.pl gdzie obecnie Sonia prowadzi aukcję charytatywną na rzecz Marszewa. Ty […]

  2. A tak, dla ciekawskich wyglądała nasz trasa rowerowa. Z początku odrobinę przesadziliśmy, niemniej było pięknie, leśnie i jeziornie 🙂

    55km w jedną stronę. Z powrotem zapewne o 5km mniej 🙂

    http://bit.ly/2x9IeiD

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *